piątek, 2 października 2015

Oddaj Fartucha!

Chyba nie ma na świecie takiego mądrali, który jeszcze nigdy w życiu nie zastanawiał się co dać komuś na prezent. Ja wciąż tak mam. Święta, urodziny, ślub, imieniny.... I odwieczny problem. Co dać w prezencie???

Rękodzieło to zawsze dobry pomysł. Oczywiście zawsze wcześniej warto skonsultować z kimś bliskim czy wymyślony przez nas prezent ma rację bytu i czy będzie potrzebna czy użyteczna. Jakiś czas temu musiałam wymyślić jakiś prezent dla mojej siostry i jej trzech chłopaków. Dumałam, podpytywałam i wymyśliłam. Fartuszki!

I tak dla chłopaków małych i dużych powstały wąsate fartuszki:


Wąsy to oczywiście kieszonka. Idealna na smartfona (przecież czasem trzeba zerknąć na przepis), chusteczki (na otarcie łez po cebuli, czy spalonym makaronie), sztućce (smakowanie podczas gotowania jest w końcu obowiązkowe!), latarkę, śrubokręt, długopis czy inne męskie "przydasie" :)


Bawełna z wąsem oczywiście od Basi. Kieszonka również z bawełny, ale z zapasów :)


Moja siostra natomiast dostała kurczakowy fatruszek:


Fartuszek i kieszonka z bawełny. Jedynym dodatkiem były filcowe nóżki kurczaka i dziób. 


Kurczak w centrum to oczywiście kieszonka. Jej kształt wzorowany był na kurczakach z tkaniny fartuszkowej. Próbowałam uzyskać właściwe proporcje, jednak skrzydełka wyszły mi nieco większe. Ostatecznie na funkcjonalność fartuszka nie ma to wpływu, więc poprawek nie nanosiłam :)

Fartuszki przypadły do gustu obdarowanym, może nawet zainspirują kogoś do kulinarnych eksperymentów a w przyszłości do startu w programie MasterChef... ;) 
Poczekamy, zobaczymy :)

Święta tuż, tuż, więc... Co myślicie o takich wąsatych fartuszkach na prezent?



wtorek, 22 września 2015

Pocieszak

Czasem bywa tak, że nawet największego twardziela dopada jakiś smutek, zły humor, stres, albo inne paskudztwo. I trzeba się z nim jakoś uporać. Jedni wcinają słodycze (jak ja), piją colę hektolitrami (też ja), inni sięgają po wysiłek fizyczny (kiedyś biegałam) a jeszcze inni oddają się temu co lubią najbardziej (ja kocham szyć!). Ale najważniejsze to mieć blisko kogoś komu można się wygadać, popłakać w rękaw (i czasem go zasmarkać ;) )  i zawsze można liczyć na wsparcie, zrozumienie i kilka dobrych rad.

Moją opoką zawsze była i ciągle jest moja siostra. I choć jest stuknięta i dzieli nas ponad 1300 km wciąż jesteśmy sobie bliskie.
Jakiś czas temu pewien smuteczek dopadł własnie tę moją ukochaną siostrę. Chciałam poprawić jej jakoś humor, ale zważywszy na tysiące dzielących nas kilometrów było to trudne zadanie. Pomyślałam wtedy, że fajnie byłoby wysłać jakiegoś swojego przedstawiciela, który w odpowiednim momencie wiedział by jak ją pocieszyć. I tak powstał "pocieszak":

Stworek ten ma otwieraną na zamek paszczę, długie ręce do przytulania i długie nogi do...wszystkiego.


Paszcza to kieszonka w której znajdują się różne skarby, dobre rady i kilka "wspomagaczy" ;). Ale ma jeszcze dodatkową funkcję w postaci pożerania kłopotów (jeśli tylko zostaną do tej paszczy wrzucone).


A to kilka "dobrych" rad i słów pocieszenia, które zawsze ma gotowy potworek:


Pocieszak rzecz jasna nie jest idealny i też ma swój mały kompleks: brak nosa. Ale dla niego jest to jeden z argumentów  dlaczego nie warto się zamartwiać. W końcu lepiej mają ci, którzy nos posiadają, prawda? :)

Potworek lubi kąpiele i można go prać w 40 stopniach. W całości jest wykonany z bawełny, jedynym filcowym dodatkiem są oczy. Wypchany jak zwykle włóknem poliestrowym z poduszki z IKEI.


Czy pocieszak spełni swoją rolę? Mam nadzieję. Dotarł już na miejsce i już zaczął wkupować się w łaski mojej siostry :) Trzymajcie kciuki :) 



niedziela, 20 września 2015

Odlotowy worek

Podobno najczęściej nadawanym imieniem chłopięcym w 2011 roku był JAN. I chyba jest coś na rzeczy, bo w tym roku troje znanych mi Jaśków obchodziły swoje trzecie urodziny. 

Kolejnym Jasiem jest chrześniak mojego wujka. We wrześniu obchodził 5 urodziny i rodzinie zależało, aby prezent był jedyny i niepowtarzalny. A przynajmniej taki, którego nie da się kupić w sklepie :) 

Powstał więc worek na buty (albo inne skarby) dla małego Janka:


Worek w całości bawełniany, łącznie z samolotem i imieniem. Jedynym wyjątkiem był czerwony guzik, który ozdobił śmigło samolotu.


Przedszkolak, który niebawem pójdzie do szkoły w takim worku może również trzymać swój strój na zajęcia sportowe (czyli tzw wf). A ponieważ worek jest szary - nawet jeśli będzie leżał gdzieś na trawie, albo na piasku nie prędko będzie to widać ;)



Mam nadzieję, że Janek długo nacieszy się swoim workiem. Może kiedyś zbierze tam wszystkie skarby swojego dzieciństwa i zachowa je dla swoich wnuków? :) 
Fajnie byłoby zobaczyć go za 10 czy 20 lat... Ciekawe tylko, czy tyle przetrwa....? :)

poniedziałek, 7 września 2015

MARIAN

Marian, zwany również Misiem to mój tato. 

Mój tato to wspaniały człowiek. Z wąsem :) I ten wąs był z nim od zawsze, a przynajmniej od kiedy pamiętam :) 
Pod tym wąsem, który dodaje mojemu tacie powagi, kryje się bardzo pogodny człowiek z dowcipem gotowym na każdą okazję. I zawsze ma pod ręką jakąś koszulkę, którą wnuki mogą porysować jak tylko chcą :)




Jakiś czas temu powstała cała seria wielorybów z wąsem, które postanowiłam zadedykować mojemu tacie. Dlaczego wieloryby? To dostojne i mądre ssaki, które mimo swej wielkości są niegroźne i w swojej naturze delikatne. Chyba dlatego wielorybia seria została nazwana imieniem Marian :)





Mój tato jest też mistrzem dyplomacji. Kiedy mama opowiada mu zebrane lokalne plotki, bez względu na to czy słuchał, czy nie odpowiada mamie zawsze "Tak jak mówisz" :) To trochę tak jak w skeczu kabaretu Koń Polski podczas rozmowy Heli z mężem:

Hela: Czy ty mnie kochasz, czy ty mnie nie kochasz
Marian: No

Po tym poście pewnie dostanę po głowie, ale.... Kochany tatusiu mój Ty i tak wiesz, że bardzo Cię kocham :)

wtorek, 12 maja 2015

Powroty. Przeprowadzka i kilka wskazówek ;)

Wiem, znów długo mnie nie było :) I już się tłumaczę :)

W styczniu moja druga połowa dostała ofertę pracy w rodzinnym mieście. Ciężko było się zdecydować... Jaś w przedszkolu zadomowił się na dobre, miał już swoich najlepszych kumpli, z paniami trzymał sztamę... Staś w żłobku jak w domu. Panie Paulinki jak drugie mamy :) A ja? Zadomowiona we Wrocławiu na dobre, włączyłam się w prace Rady Rodziców, powoli wracałam do życia towarzyskiego ;)
I dwa tygodnie później spadła na nas wiadomość o nagłej śmierci naszego wujka... To chyba przesądziło o naszej decyzji. WRACAMY w rodzinne strony.

I właściwie od tego momentu zaczęła się nasza przeprowadzka :) 

Wydawać by się mogło, że miesiąc na przeprowadzkę to masa czasu. Nic bardziej mylnego :)
Formalności związane z rezygnacjami w przedszkolu i żłobku to dopiero początek. Pakowanie to dopiero wyzwanie! 

Przeprowadzając się z Bydgoszczy do Wrocławia zrobiliśmy 3 kursy naszym Focusem kombiakiem. Przy przeprowadzce z pierwszego mieszkania z Popowic na Śródmieście już potrzebowaliśmy 5 kursów z kartonami. Teraz potrzebna była już ciężarówka :)
We Wrocławiu spędziliśmy niecałe 7 lat, tu podjęliśmy decyzję o ślubie, tu urodziły się nasze dzieci. I nagle naszych rzeczy zrobiło się nieco więcej, do tego doszły zabawki, ubranka, i inne dziecięce akcesoria a także moje kartony z tkaninami :) W sumie wyprowadzając się mieliśmy 61 kartonów i kilkanaście dodatkowych gratów (rowery, przyczepki rowerowe, regały, opony...).

I w tym miejscu chciałabym wszystkim planującym przeprowadzkę dać kilka wskazówek. 

1. Kup kartony na allegro. 
Te przynoszone ze sklepów - każdy ma inne wymiary, trudno je później poukładać i zapakować sensownie. Poza tym wynajmując ciężarówkę przeprowadzkową zazwyczaj trzeba podać ilość i wymiary kartonów. To stanowi część kalkulacji cenowej.
My kupiliśmy kartony na allegro, i to było najlepsze posunięcie. Raz, że łatwo to było je magazynować pod ścianą, a dwa - zrobiłam z przeprowadzkowego pakowania zabawę dla chłopców. Pozwoliłam im kolorować kartony jak tylko chcą :) Kładliśmy je na ziemi, a oni bazgrali na nich samoloty, autka, pociągi, ufoludki, drzewa,  a nawet "bałagan" :). Później, kiedy zapakowane kartony już stały na ścianie - chłopcy dokańczali dzieła :)


2. Zrób listę kartonów.
Najlepiej w nieskończonej ilości kopii :) Na papierze, w formie elektronicznej, na google docs i udostępnij współmałżonkowi. Jak zgubi się jakikolwiek egzemplarz - łatwo będzie odtworzyć listę.
Kiedy ekipa będzie wnosiła kartony do mieszkania miej listę przy sobie i wykreślaj z niej to co już dotarło.

3. Opisuj kartony. BARDZO DOKŁADNIE.
Nadaj każdemu kartonowi numer. Numer wraz z zawartością wpisuj na listy. Jeśli zginie jakikolwiek karton - bez problemu ocenicie co zginęło i jak tę szkodę wycenić.

4. Ciężarówka przeprowadzkowa - nie patrz na cenę.
Rzetelna firma przeprowadzkowa ma przejrzysty cennik i wysokie ubezpieczenie. O obie rzeczy trzeba pytać. Im wyższe ubezpieczenie tym lepiej. Przy wstępnej wycenie pytajcie, czy podana kwota jest z VAT'em. 
Warto pytać o ilość osób. Jeśli macie cenne rzeczy, a w ekipie są tylko dwie osoby do znoszenia/wnoszenia warto poprosić o trzecią, która będzie pilnowała Waszego dobytku w trakcie noszenia kartonów. Warto ściągnąć jeszcze kogoś do pomocy. U nas jeden pan wnosił kartony na korytarz, drugi z korytarza wnosił do mieszkania. I momentów kiedy kartony leżały w otwartej klatce schodowej było aż za dużo. A ja nie mogłam być w 2 miejscach naraz....

5. Zacznij pakowanie jak najszybciej.
Ja zaczęłam pakowanie na miesiąc przed. Przy okazji okazało się, że mamy mnóstwo niepotrzebnych, nigdy nieużywanych rzeczy w domu. Zebrało się tego ze 3 kartony. Wszystko zdążyliśmy wyrzucić, lub wydać.
Na tydzień przed przeprowadzką zostawiliśmy tylko najpotrzebniejsze rzeczy: kilka garnków, ubrań, pościel, kosmetyki. Tyle, żeby przeżyć :)

6. Włącz dzieci w przeprowadzkę.
Nasi chłopcy są jeszcze mali (3,5 + 2 lata) i aby łatwiej przeszli przeprowadzkę pozwoliłam im na niemal wszystko :) Sami mogli pakować (oczywiście cierpliwie później poprawiałam zawartość kartonów), sami (po swojemu) opisywali, sami kolorowali. Na mapie pokazywaliśmy im skąd i dokąd się przeprowadzamy. Razem pojechaliśmy do Castoramy i pozwoliliśmy wybrać kolor ściany w ich nowym pokoiku. Jaś oczywiście wybrał "dastiowy", czyli pomarańcz, czyli kolor ulubionego samolotu z bajki: Dusty'ego. dzięki temu uniknęliśmy traumy związanej z totalną zmianą w ich życiu :)

7. Pożegnania
Zostaw sobie na sam koniec. 
Ja obiecałam sobie, że będę dzielna. Odsuwałam od siebie myśl o pożegnaniach, żeby nie wylać zbyt wiele łez. Nic z tego nie wyszło... :)

A to zupełnie złamało moje postanowienie:



Od dwóch tygodni jesteśmy w nowej lokalizacji. Chłopcy zaczęli już nowe przedszkole, my ogarnęliśmy już mieszkanie i wszystkie kartony. I mamy internet :) Więc mogę już wrócić do pisania :)
I wróciłam do szycia. Kupiłam już firanki i zasłonki do pokoju chłopców i do naszego, obszyłam. Znalazłam źródło najpiękniejszej i taniej bawełny u Basi Dobosz, teraz czas znaleźć jakieś sklepy z tkaninami w Bydgoszczy. Może ktoś może mi coś polecić? Jestem w tym mieście nowa ;)



poniedziałek, 19 stycznia 2015

Bo w przedszkolu fajnie jest!

Już kiedyś wspominałam, że mój najstarszy łobuz od września rozpoczął swoją przygodę w przedszkolu. Jaś dostał się do wspaniałego miejsca, czyli Przedszkola 109 z Oddziałami Integracyjnymi na Nowowiejskiej (polecam!!!). Pierwsze tygodnie były ciężkie zarówno dla niego jak i dla nas (kto wdrażał dzieci - ten wie co przechodziliśmy :) ). Z upływem czasu było coraz lepiej, Jaś chętnej i więcej opowiadał co robił w ciągu dnia, z kim się bawił. Ja włączyłam się do przedszkolnej Rady Rodziców (polecam!!!), zapoznałam się z działalnością placówki i jej planami co całkowicie mnie uspokoiło i upewniło, że Jaś jest we właściwym miejscu :)

Pierwszym moim wyzwaniem jako przewodniczącej Rady Rodziców w grupie Jasia było zorganizowanie Mikołajek dla dzieci, a konkretnie mikołajkowych prezentów. Samo ustalenie CO i ZA ILE okazało się bezproblemowe, rodzice dzieci byli cały czas bardzo pomocni, migiem zebrałam całą kwotę. 

Prezenty były edukacyjne (puzzle edukacyjne 2 w 1), smaczne (owoce i czekoladowy mikołajek) i rozrywkowe (naklejki). Od siebie postanowiłam "dorzucić" jeszcze po upominku do zawieszenia na choince i tak powstały 23 choineczki:



Każda choinka miała ok 15 cm, ozdobiona została kolorowymi tasiemkami lub koronką oraz kokardką.

Wrocławskie krasnoludki powiedziały mi również, że panie opiekunki za swoją pracę powinny dostać po worku złota :) Niestety nie powiedziały gdzie tych worków szukać, więc specjalnie dla pań opiekunek powstały o takie choineczki:


Choineczki ozdobione guzikami, koralikami oraz kokardką trafiły do małych upominków dla opiekunek: 



Nasze pierwsze przedszkolne mikołajki można więc uznać za udane. Mikołaj doniósł mi, że dzieci były zadowolone, a to dla mnie najważniejsze. Aż chciałoby się powiedzieć - oby tak dalej! ;)

sobota, 17 stycznia 2015

Na słodko

Odnoszę wrażenie, że czasy kiedy każdy głowił się nad prezentem na święta dla rodziny (i jak co roku pod choinką leżały skarpety, majtki czy rajstopy) dawno odeszły. Teraz Święty Mikołaj konsultuje z grzecznymi dziećmi i dorosłymi co chcieli by dostać i w jakim zakresie cenowym :) Tak jest łatwiej, praktyczniej ale... 
W tym całym planowaniu i świętowaniu brakuje coraz częściej elementu zaskoczenia. Kiedyś, nawet jeśli wiadomo było, że pod choinką są skarpety, czy bielizna taka np. ciocia Grażynka mogła się poczuć zaskoczona odnajdując zielone majty w różowe groszki :)

Na gwiazdkę 2014 również planowałam przemycić kilka nieplanowanych prezentów najbliższym. Jako cel wybrałam sobie najmłodszych w rodzinie, czyli siostrę z rodziną oraz szwagra z (przyszłą) żoną.

Z siostrą poszło łatwiej. Widujemy się często, wiem co mają, czego nie mają, co im by się przydało. Wymyśliłam fartuszki (ale o tym już niedługo). 
Z szwagrem i szwagierką sprawa była odrobinę trudniejsza... Włączyłam telefon, aby jednak skonsultować jaki uszytek mogłabym im zrobić i właśnie wtedy mnie olśniło :) Młodzi to Michał i Marta, w komórce mam ich wpisanych jako M&M'sy. Więc gdyby tak uszyć im bombki choinkowe w kształcie...M&M'sów?!?

Dziarsko zabrałam się do dzieła. Najpierw poszukałam grafik z tymi słodkościami, aby "m", które znajduje się na każdym cukierasie było odwzorowane z dokładnymi proporcjami. Było z tym trochę zabawy, szczególnie, że w domu brak drukarki, ale dałam radę. Później zostało już tylko przeszukanie kartonów z materiałami, aby odnaleźć odpowiednie kolory oraz tkaniny. I do dzieła!

Chwilę później powstały takie bombki choinkowe:


Bombki miały ok 15 cm, wypchane (jak zawsze) poduszką z IKEI. Zawieszka to bawełniany sznureczek.



Element zaskoczenia udało się uzyskać, zdaje się więc, że Mikołaj się spisał jak należy ;)

A co Wy sądzicie o takim pomyśle na ozdoby choinkowe?


poniedziałek, 15 grudnia 2014

Historia z Pocztą Polską w tle

Sierpień 2014. Zamówiłam na allegro czarne koraliki na potrzeby mojego szycia. I czekałam, i czekałam i czekałam.... A przesyłki ni widu, ni słychu... W końcu po 3 tygodniach w skrzynce pocztowej pojawiło się powtórne awizo. "Trochę" zła wybrałam się na Pocztę po moją przesyłkę. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że moją pocztę już ktoś odebrał! Kto? Nie wiadomo... 

Kierownik Poczty wyszła na zaplecze poszukać listy wysyłkowe,a w międzyczasie za mną w kolejce pojawił się kolejny zniecierpliwiony petent. Grzecznie zapytał 

- Czy pani sprawa już jest w toku?

- Miejmy nadzieję, że tak... - odpowiedziałam.
Zaraz potem przyszła pani kierownik z listami wysyłkowymi, aby pokazać mi nazwisko osoby, która przesyłkę odbierała. Oczywiście nie był to podpis nikogo z mojej rodziny, ani sąsiadów, nie byłam w stanie nawet określić czyje nazwisko widnieje na kartce. 
Kierownik poprosiła o mój numer telefonu i obiecała, że zadzwoni jeśli tylko coś się wyjaśni. A ja wyszłam, aby donieść dokumenty do przedszkola do którego miał pójść mój najstarszy łobuz.

Nie zdążyłam nawet przejść na drugą stronę ulicy, kiedy zadzwoniła pani Kierownik.
- Mam pani przesyłkę! - oznajmiła - czy może pani wrócić na Pocztę?
Więc wracam. 
Przed wejściem do budynku z otwartymi ramionami wita mnie człowiek, który stał za mną w kolejce do okienka kierownika:
- Tu pani jest, pani Wachowicz!
Ok. Pomyślałam sobie: co u licha? Co tu się dzieje? Czy my się znamy??? 
Musiałam mieć jakiś potworny wyraz twarzy, ponieważ ów mężczyzna obiecał mi od razu, że zaraz wszytko się wyjaśni.
I rzeczywiście. Okazało się, że jakiś czas temu listonosz wcisnął na siłę moją przesyłkę pewnej kobiecie, choć kompletnie nie zgadzał się ani adres, ani nawet nazwisko. Przekonał ją, że to na pewno jest do niej i musi pokwitować odbiór. Dowiedział się o tym jej syn, który postanowił wyjaśnić nieporozumienie w odpowiednim Urzędzie Pocztowym.

Traf chciał, że był to akurat ten dzień i ta godzina kiedy i ja postanowiłam wybrać się na pocztę. Historia zakończyła się więc bardzo pozytywnie i bardzo wesoło. Obyło się bez skarg i zażaleń. A wręcz przeciwnie - to wydarzenie umocniło moją wiarę w uczciwość ludzi :)

I teraz przyszedł czas na puentę Ewulakową :) 
Ponieważ człowiek, który przywiózł moją przesyłkę (jak się okazało) jest właścicielem restauracji Gallo Nero (http://www.gallonero.pl/), postanowiłam, że dla małych klientów przydałaby się jakaś klimatyczna poduszka pod pupę ;) A że Gallo Nero w swoim logo posiada koguta powstały o takie podusie:




Uczciwość, jaką wykazał się właściciel restauracji z pewnością przekłada się również na uczciwość dań, które przygotowuje. Z czystym sercem zapraszam więc do Gallo Nero we Wrocławiu. A dla najmłodszych znajdą się też miękkie poduchy pod pupę ;)


piątek, 28 listopada 2014

„Najczęściej praktykowane postępowanie w takich przypadkach jest następujące...”

Czytając jakiś czas temu moim chłopakom "Kubusia Puchatka" na dobranoc znalazłam o taki fragment:

"- Widzisz - odparła Sowa - najczęściej praktykowane postępowanie w takich wypadkach jest następujące...
- Ojej! - przerwał jej Puchatek. - Co znaczy najgęściej polukrowane postękiwanie? Jestem Misiem o Bardzo Małym Rozumku i długie słowa sprawiają mi wielką trudność.
- To oznacza rzecz, którą ma się zrobić.
- No, jeśli to tylko to znaczy, to niech już będzie - szepnął Miś skruszony."

I wtedy przypomniało mi się, że rzeczą, którą ja muszę zrobić to wrócić do pisania :) Dlatego ten post dedykuję Sowie Przemądrzałej :) 



Moja przygoda z sowami zaczęła się zupełnie przypadkiem, dzięki dwóm koleżankom moich chłopaków z żłobka. Michalina i Gabrysia (super siostry) uwielbiały sowy. W każdej postaci. Od ich mamy dowiedziałam się, że do szczęścia brakuje im jeszcze poduszek. Posiedziałam, podumałam i powstały moje pierwsze sowy: 

                            
 
Obie spodobały się również mojej siostrze i jej chłopakom, więc chwilę później powstały kolejne dwie:



I wreszcie gdzieś na północy Polski znalazł się jeszcze jeden chłopiec, dla którego powstała kolejna sowa Jaś :) 




Wszystkie sowy, jak wcześniej wspomniałam uszyte były z polaru, oczy wykończone guzikami, a wypchane standardowo poduszkami z IKEI :) Na pierwszych sowach testowałam naciąg nitki, stopki, różne rodzaje nici... Polar to miły materiał, ale toporny w maszynowym szyciu. na szczęście już wszystkie parametry maszyny mam już dopracowane i każda kolejna sowa jaka powstanie - wyfrunie z domu zdecydowanie szybciej ;)


Swoją drogą... Dwie sowy poleciały pod Wrocław, jedna na północ Polski, a dwie kolejne do Monachium. Ciekawe dokąd polecą następne...? :)


wtorek, 15 lipca 2014

POWRÓT!

Nadszedł wreszcie ten moment, kiedy trzeba było wrócić do bloga :) Odstawiłam pranie, gotowanie obiadu, odkurzacz, maszynę do szycia... i oto jestem po bardzo długiej przerwie :)

Przez ostatni rok wiele się działo. Najważniejsze to oczywiście moje rosnące w zastraszającym tempie chłopaki :) Jaś to kawaler, który niebawem zaczyna przedszkole, Staś rozkręca już swoje pierwsze "zadymy" w żłobku (oj biedne te opiekunki w Kolorowych Misiach ;)). Ogarnięcie tej szalonej dwójki to czasem niemałe wyzwanie, ale dajemy radę :) 

Bałam się, że codzienne obowiązki domowe zupełnie zabiorą mi wenę twórczą i chęci, okazało się jednak że jest zupełnie inaczej :) Maszyna do szycia miała swój półroczny urlop po narodzeniu Stasia, ale zaraz później zaczęły się szyć pierwsze przytulaki. A chłopcy stali się moją najlepszą inspiracją i najlepszymi "testerami".
Widząc jak Jaś karmi marchewkami króliki, kotkom daje mleko, a Staś straszy krokodylem babcię - wiem, że pomysł i wykonanie są w porządku. I że moje szycie ma sens :)

Mix ewulaków

Jeśli jesteście ciekawi co powstało przez ostatni rok - zapraszam do (ponownego) zaglądania. Już niebawem pierwsze odsłony tego co powstało w ciągu ostatniego roku, czyli poduszki, breloki, zawieszki i maskotki. Do zobaczenia!!!